niedziela, 14 grudnia 2014

Szczerze mówiąc nigdy w życiu nie pisałam bloga ludzie których znam mówią że opisuje w nim się różne rzeczy co się lubi, jakim człowiekiem się jest,daje się opinię na różne rzeczy i wiele innych.

Mój pomysł jest inny bardzo lubię pisać i chce stworzyć bloga w którym to będę robić, może wiele osób to nudzi ale każdy z nas jest inny i za to się właśnie powinniśmy cenić.
Nie chciała bym aby każdy był taki sam jak ja! To było by straszne i nudne i za to się lubię.:)

                             W pogoni za szczęściem:)

Rozdział1!

Nowe miasto inni ludzie wiele osób pomyślało by że fajnie,to czas by poprawić błędy naszej przeszłości sprawić by nasze życie w końcu nabrało większego znaczenia.Zrobić w życiu wkońcu coś szalonego,czasami sądze że nie pasuje do tych czasów.Ludzie za szybko się spieszą szukają jakiś nowych atrakcji,nie potrafią zatrzymać się w miejscu choćby na moment.Wielu z nas tak na prawdę nie zauważa ile nas w życiu mija.Tracimy to co jest dla nas najważniejsze i nie doceniamy tego co mamy.
Przeprowadziłam się z rodziną do Candy nie bardzo byłam przekonana do tego miasteczka,nie łatwo mi było pozostawić przyjaciół dzięki którym tak naprawdę istniałam bo to oni dawali mi największą wiarę w siebie, starali się bym była szczęśliwa. Często mam odmienne zdanie od rówieśników w moim wieku nie interesuje mnie polityka,biologia ani nic w tym stylu to są dla mnie rzeczy nie potrzebne w życiu które są i wiem że będą odgrywać wielką rolę.

Czasami bywa tak że żałuje wielu chwil jakie tkwią w mojej przeszłości,nie jestem osobą która nie ma sobie nic złego do zarzucenia w Candy czułam się  strasznie obco,ludzie patrzeli się na mnie jak na jakiegoś wyrzutka społecznego,który nie miał gdzie się podziać.

Wiedziałam że muszę się podporządkować ludziom i zwyczajom jakie panują w tym miasteczku,wiadomo że nowych ludzie zawsze wyczuwają na odległość a jeden zły ruch mógł by zadecydować o dalszym moim życiu tutaj.Rodzice zapisali mnie do nowej szkoły trochę się bałam tam iść, lecz nie chciałam tego pokazywać innym.Często trzymałam wszystkie emocje i myśli w sobie,strasznie bałam się odezwać a najtrudniej jest mi rozmawiać z chłopakami.

Obiecałam sobie że tutaj tego nie będzie, że w końcu odważę się zaufać komuś i odnaleźć wreszcie prawdziwą miłość. Od jutra zaczyna się pierwszy dzień w mojej nowej szkole chciała bym aby to był najlepszy dzień w moim życiu ale w sercu mam jakiś niepokój który wcale tak dobrze nie wróży. 

Wyprowadzka z domu była dla mnie trudna poznałam tam na prawdę wspaniałych ludzi ale również wiele najbliższych osób które tak bardzo kochałam mnie zdradziło w ostatnich dniach więc musiałam tak naprawdę zapomnieć o tym co było.Chciałam tak naprawdę zapomnieć o tym co było i iść do przodu dalej z tymi ranami które zostały w moim sercu.

    Rodzice chcieli dla mnie jak najlepiej chociaż taty często nie było w domy bo ciągle był w delegacji miałam dosyć dobry kontakt, trochę gorzej było z mamą kłóciłyśmy się dosłownie o wszystko .Każda z nas twierdziła że ma rację we wszystkim i nie chciała drugiej popuścić. Rzadko kiedy mówiłam jej że ją kocham i tak naprawdę często tego żałowałam lecz nie potrafiłam tego zmienić. Dla taty byłam zawsze tym skarbem,małą księżniczką która dorastała ale on nie potrafił tego zauważyć i przyjąć do swojej świadomości. Może dla tego że jestem najmłodsza i jedyna córka tylko to czasem potrafiło wyprowadzać z równowagi.

Po kolejnej kłótni z mamą wyszłam z domu nie interesowało mnie że to jest nowe miasto,teren którego tak na prawdę nie znam. Szłam po prostu przed siebie,mijałam nastolatków którzy strasznie się przed sobą popisywali może nie byli tacy jak pokazywali?

Wiadomo głupi wiek picie,palenie,narkotyki i wiele innych głupot odbija w młodym wieku tylko po to by się przypodobać kolegą i koleżanką,pokazać że też się jest takim fajnym jak oni.Mnie wcale to nie bawiło ci ludzie nie widzieli swoich problemów pili coraz więcej i wpadali w nałogi z których nigdy nie będą już mogli wyjść.

Nie powiem że jestem święta też czasami ze znajomymi wypiliśmy ale było jakieś ograniczenie jeden drugiemu pomagał tak by nic głupiego się nie stało.

Przyspieszyłam przechodząc obok nich ale i tak ktoś chwycił mnie za rękę i przyciągał mocno do siebie śmiejąc się i szepcząc coś co i tak nie miało wcale znaczenia. Trochę się bałam ale nie pokazałam tego po sobie, wyszarpnęłam mu się z rąk w tym czasie biegł w moją stronę jakiś mężczyzna krzycząc głośno że jeśli mnie nie zostawią zrobi z nimi porządek. Byłam zdziwiona u mnie w byłym mieście takie rzeczy mało kiedy się działy a ci ludzie zachowywali się tak jak by im wszystko wolno. 

Nagle wszyscy się rozeszli a obcy mężczyzna podbiegł do mnie i spytał się czy nic się nie stało.Odechciało mi się od razu jakiegokolwiek spaceru wróciłam przerażona do domu poszłam szybko do pokoju chciałam to przespać,czułam że to miasto strasznie mnie zmieni.

Pierwszy dzień szkoły bałam się jakoś go strasznie całą noc nie mogłam jakoś zasnąć,obracałam się z boku na bok wypatrując poranka. Nie za bardzo było to przemyślane ponieważ powieki zaczęły się zamykać już po godzinie pierwszej a i tak odmawiałam sobie później snu.

Gdy nadszedł ranek chodziłam z jednego pokoju do drugiego miałam w sobie jakiś strach jak by miało coś się tego dnia wydarzyć.Autobus przyjechał coś przed wcześnie,tak naprawdę ledwo co na niego zdążyłam w moim starym mieście nie było to dopuszczalne ale no cóż trzeba będzie się od nowa do wszystkiego krok po kroku przyzwyczajać.W tyle autobusu było słychać głośne śmiechy i krzyki,jechali z nami nauczyciele dziwiłam się że nie zwracają na nic uwagi tak jak by to musiało tak być.

Było mi trochę przykro może dla tego że nie było przy mnie mojej najlepszej przyjaciółki która mnie zawsze wspierała w tym co robię.Oczywiście że czasami bywało tak że kłóciłyśmy się o jakieś nieistotne rzeczy ale jedna bez drugiej nic nie znaczyła.Potrafiła mnie rozbawić uzupełniała zawsze w szkole moje wypowiedzi i starała się pomóc.A tu tak na prawdę nie znałam nikogo,ani się do kogo uśmiechnąć porozmawiać chodź by nawet o jakichkolwiek bzdurach.

Dojechaliśmy do szkoły serce uderzało mocniej niż kiedykolwiek,wiem że było widać nie dało rady nawet tego ukryć.Gdy wchodziłam do budynku nie wiedziałam jak mam zrobić choćby jeden krok strach za mocno mnie paraliżował,uniemożliwiał mi jakiekolwiek samodzielne myślenie.

Długo szukałam mojej nowej klasy było już po dzwonku gdy znalazłam odpowiednią salę lekcyjną,weszłam tam nie pokazując lęku.

Gdy otworzyłam klasę wzrok moich rówieśników wbity był tylko we mnie,a tak na prawdę nic złego nie zrobiłam.Na moje nieszczęście w klasie było tylko jedno wolne miejsce a tam siedział chłopak z grupy nastolatków którzy mnie wczoraj zaczepili.

Nie miałam najmniejszej chęci tam siadać a ten jego uśmiech doprowadzał mnie do białej gorączki ,cały czas myślałam tylko o tym czego ten bydlak ode mnie chce.

Nagle do mnie się odezwał czy wróciłam w spokoju do domu,zdenerwowało mnie to bardziej postanowiłam nie zwracać na niego uwagi.Jeśli nie będę zwracać uwagi na jego zaczepki to mi da święty spokój.Lecz na chemii nauczycielka zarządziła pracę w parach byśmy z klasą się lepiej poznali.

Chciało mi się od razu śmiać,tak banalnego pomysłu od dłuższego czasu nie słyszałam.

Z jednej strony byłam ciekawa czego tak na prawdę on chce tak szeptał stale że zachęcał bardzo do rozmowy.Ale moja podświadomość w dalszym ciągu była na nie .

Może jeśli by się wczorajszego dnia tak nie ośmieszył spojrzała bym na niego tak jak na moich przyjaciół z poprzedniej szkoły,przyznam że bardzo za nimi tęskniłam i nie umiałam sobie bez nich poradzić.

Przez radiowęzeł ktoś nam mówił że po drugiej lekcji wszyscy uczniowie są zwolnieni do domu gdyż jest rada nauczycieli.To po co ja do tej szkoły przyjechałam gdybym wiedziała że to wszystko tak się potoczy wcale bym z domu nie wychodziła  bo nie było to opłacalne.

Wyszłam ze szkoły musiałam poczekać aż trzy godziny na przystanku podszedł do mnie on i spytał się czy nie chciała bym aby mnie odprowadził.Oczywiście że byłam na nie no ale po namyśle i tak się nudziłam to czemu nie skorzystać z tego.

Powiedział mi że ma na imię Marcel do domu szliśmy przez las,w sumie nie było innej drogi by dojść.Zdziwiłam się że mnie przeprosił za to co zrobili wydawał mi się na początku taki oziębły jak by serce jego zrobione było z lodu a dusze miał czarną jak węgiel.

Całą drogę rozmawiał a ja szłam i się uśmiechałam,nie wiedziałam co powiedzieć nigdy nie byłam w tym dobra.Wolałam bardziej wysłuchać kogoś obcego lecz wśród swoich zawsze to nadrabiałam.

Obawiałam się że może on coś udawać by zaimponować znowu znajomym nie znałam drogi do domu więc już nie było drogi odwrotu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

:)